Mój biegun - cz. 2 - Między Wschodem a Zachodem

Nasz projekt – póki co w fazie konkretnego, ale jednak pomysłu – ruszył.

Przez kolejnych kilka miesięcy dzieliłem pracę i miejsce pobytu pomiędzy trzema różnymi światami. W Polsce – dbałem o ciągłość działania na terytorium mojej odpowiedzialności – jednocześnie przygotowując organizację i przyszłych następców. Pracowałem w centrali firmy we Francji – gdzie zaznajamiałem się lepiej z DNA firmy, poznawałem towarzyszy uczestniczących w projekcie, zbierałem inspiracje na podstawie nowinek z rynku oraz konsultowałem z centralnymi specjalistami – idee i pomysły. Jednak najważniejsza część to praca w Azji Centralnej dokąd udawaliśmy się co miesiąc – w celu nawiązywania relacji z partnerami biznesowymi, przygotowywaliśmy fundamenty biznes planu, ja zacząłem konstruować model handlowy.

Jak się później okazało, planowanie i budżetowanie nie zawsze się sprawdza. Kolejne miesiące brutalnie weryfikowało nasze założenia. Kurs lokalnej waluty w związku z regulacjami banku centralnego i sytuacją ekonomiczną stracił względem dolara kilkadziesiąt procent. UE wprowadziła sankcje gospodarcze na Rosję – co zweryfikowało naszą politykę importową i zachwiało po raz kolejny lokalną walutą. W kraju wprowadzono podatek VAT i kasy fiskalne. Początkowe zapewnienia osób – “lokalnych specjalistów”, którzy zaczęli się gromadzić wokół naszego projektu – okazały się nierealnymi pomysłami. Oczywiście biznes plan jest potrzebny, bez niego ciężko wyobrazić sobie współpracę z bankami i uzyskanie wsparcia w inwestycji, jednak elastyczne podejście i bieżące korygowanie działań – sprawdziło się dużo lepiej.

Wtedy dosyć jaskrawo zacząłem widzieć i rozumieć, różnice, pomiędzy cywilizacją łacińską, kulturą słowiańską i kulturą wschodnią z wielokulturowością Azji centralnej z wyraźnymi wpływami Rosji, Chin czy Turcji. Nie zapominając o różnych religiach i wiążących się z tym obyczajami. Na początku nie zdawałem sobie sprawy, z faktu jak duże znaczenia będzie to miało w naszym projekcie.

 

Nasz projekt – póki co w fazie konkretnego, ale jednak pomysłu – ruszył.

Przez kolejnych kilka miesięcy dzieliłem pracę i miejsce pobytu pomiędzy trzema różnymi światami. W Polsce – dbałem o ciągłość działania na terytorium mojej odpowiedzialności – jednocześnie przygotowując organizację i przyszłych następców. Pracowałem w centrali firmy we Francji – gdzie zaznajamiałem się lepiej z DNA firmy, poznawałem towarzyszy uczestniczących w projekcie, zbierałem inspiracje na podstawie nowinek z rynku oraz konsultowałem z centralnymi specjalistami – idee i pomysły. Jednak najważniejsza część to praca w Azji Centralnej dokąd udawaliśmy się co miesiąc – w celu nawiązywania relacji z partnerami biznesowymi, przygotowywaliśmy fundamenty biznes planu, ja zacząłem konstruować model handlowy.

Jak się później okazało, planowanie i budżetowanie nie zawsze się sprawdza. Kolejne miesiące brutalnie weryfikowało nasze założenia. Kurs lokalnej waluty w związku z regulacjami banku centralnego i sytuacją ekonomiczną stracił względem dolara kilkadziesiąt procent. UE wprowadziła sankcje gospodarcze na Rosję – co zweryfikowało naszą politykę importową i zachwiało po raz kolejny lokalną walutą. W kraju wprowadzono podatek VAT i kasy fiskalne. Początkowe zapewnienia osób – “lokalnych specjalistów”, którzy zaczęli się gromadzić wokół naszego projektu – okazały się nierealnymi pomysłami. Oczywiście biznes plan jest potrzebny, bez niego ciężko wyobrazić sobie współpracę z bankami i uzyskanie wsparcia w inwestycji, jednak elastyczne podejście i bieżące korygowanie działań – sprawdziło się dużo lepiej.

Wtedy dosyć jaskrawo zacząłem widzieć i rozumieć, różnice, pomiędzy cywilizacją łacińską, kulturą słowiańską i kulturą wschodnią z wielokulturowością Azji centralnej z wyraźnymi wpływami Rosji, Chin czy Turcji. Nie zapominając o różnych religiach i wiążących się z tym obyczajami. Na początku nie zdawałem sobie sprawy, z faktu jak duże znaczenia będzie to miało w naszym projekcie.

Te kilka miesięcy – były barwną panoramą doświadczeń, mogłem uruchomić maksymalne możliwości kreacji, otrzymałem wiele inspiracji i co najważniejsze chłonąłem i chłonąłem; obrazy, spotkania z ludźmi, zapachy, historie, wizje, pomysły. To czas kiedy zrozumiałem, iż moje niektóre doświadczenia i dotychczas stosowane rozwiązania – mogłem schować do szuflady, zastępując je nowymi wymodelowanymi na potrzeby nowego otoczenia i środowiska.

Ten czas był dla nas kluczowy i zaważył na podjęciu pierwszych ważnych decyzji biznesowych, nawiązaliśmy pierwsze relacje partnerskie, a ja sam czułem się jak człowiek wystrzelony na inną planetę – przy czym start odbył się z “Houston” a późniejsza komunikacja często przeplatała się kosmodromem “Bajkonur”. Niejednokrotnie łączność z bazą była zakłócana, a czasami wręcz niemożliwa. Trudno było niektórym osobom zrozumieć czego doświadczamy i dlaczego taka, a nie inna decyzja, jest bardziej użyteczna.

 

Nasi lokalni partnerzy, otworzyli przed nami serca, ich niesamowita gościnność przejawiała się na każdym kroku. Dbali o nasze bezpieczeństwo, objaśniali zawiłości ekonomiczne i gospodarcze kraju i regionu. Zapoznawali nas z przedstawicielami lokalnego rynku.
Pokazali nam również przyrodę i piękno kraju.

Odwiedzaliśmy, bazary – wyjątkowe miejsca, z fantastycznymi towarami i barwną rzeszą różnorakich ludzi. Sposób przedstawiania produktów był wyjątkowy, jednak brak podstawowych reżimów sanitarnych nie nastrajał nas optymistycznie.

Z drugiej strony – handlem na bazarach, które w owym czasie zaspokajały ponad 90% procent rynku konsumenckiego – zajmowali się
nie byle kto – to potomkowie kupców Jedwabnego Szlaku. O czym niejednokrotnie przekonywałem się później na spotkaniach negocjacyjnych.

 

Przy ogromnym szacunku do naszych lokalnych partnerów – z racji ich pozycji społecznej – która plasowała ich w wyższych sferach, szybko okazało się, że przez pierwsze miesiące widzieliśmy kraj oczami z dużym filtrem społecznym.

System polityczny panujący w kraju, religia, słaba ekonomia i niestety niski poziom edukacji, oraz fakt, iż wojna domowa – sprowokowała do wyjazdu wielu naukowców i specjalistów – powodował iż w kraju pozostali nie rzadko ludzie żyjący z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień. Na szczęście miejscowi ludzie szybko się uczyli, są bardzo otwarci na nowinki. Raczej dopasowują pracę do życia, niż odwrotnie, są bardzo radośni, honorowi, zaradni i do tego z solidnym fundamentem wartości rodzinnych. Czas jest pojęciem często abstrakcyjnym prędkość życia – jest zupełnie odmienna niż w Europie.

 

Kraj jest muzułmański. Mężczyźni mają 2,3 lub 4 żony. Jest to raczej umowa cywilna pomiędzy stronami. Wiele kobiet jest rozwiedzionych lub porzuconych – zwłaszcza przez młodych wyjeżdżających za pracą do Rosji. Średnia rodzina ma 3 lub 4 dzieci. Różnice dochodów między kilkoma procentami bogatych rodzin a resztą społeczeństwa jest ogromna.

Bardzo ważnym elementem dnia codziennego są posiłki i wszelkiej maści przekąski – najczęściej słodkie. To czas na rozmowy, pogawędki, chwile spędzone razem. W biznesie, posiłki były dla nas czasem na rozmowy w mniej oficjalnym stylu. Choć muszę przyznać, że nasi partnerzy nas nie “oszczędzali” – średnio serwowano nam 5 do 8 różnych dań – lokalnej kuchni i jak tu odmówić …

Każda kolejna wizyta bardziej wyraźnie, przekładała się na zarysy naszego projektu. A nas samych czyniła ambasadorami wyzwalając ogromne zasoby mobilizacji i wiary w to co zaczęliśmy tworzyć.

Zapraszam na kolejny odcinek historii Mój biegun – prace projektowe nabierają tempa …

Zostaw swoje dane, a odezwę się

×

Dzień dobry,
Proszę o kontakt mailem na tomasz.rudnicki@coachmentor.pl

× Napisz do mnie na WhatsApp